To mogło skończyć się tragedią. W jednym z bloków przy ulicy Dunikowskiego w Szczecinie wybuchł pożar, a starsza kobieta została uwięziona w zadymionym mieszkaniu. Wtedy zareagowała osoba, która akurat była w pracy — listonoszka Kamila Hein. Nie odwróciła wzroku. Nie wyciągnęła telefonu. Pobiegła na ratunek.
Dym wydobywający się z okna, ogień rozprzestrzeniający się po mieszkaniu i 84-letnia seniorka, która przed płomieniami schowała się w łazience. W Szczecinie rozegrały się sceny jak z dramatycznego filmu. Tyle że to nie był film, a prawdziwa walka o ludzkie życie.
Wszystko wydarzyło się 8 czerwca w jednym ze szczecińskich bloków. Pożar wybuchł w kuchni mieszkania na czwartym piętrze. Ogień zaczął obejmować kolejne elementy wyposażenia, a dym błyskawicznie wypełniał lokal. W środku była starsza kobieta. Uwięziona, przestraszona, bez możliwości samodzielnego wydostania się na zewnątrz.
W tym samym czasie w rejonie doręczeń pracowała listonoszka Kamila Hein. Przyszła do bloku z listami. Chwilę później zobaczyła dym. Nie zastanawiała się długo. Ruszyła do akcji.
O szczegółach zdarzenia opowiedział Krzysztof Żabczyński, naczelnik i przełożony bohaterskiej listonoszki.
– Podczas swojej pracy w rejonie pani Kamila zauważyła pożar. Postanowiła działać i pomóc drugiemu człowiekowi. Wykorzystując to, że znała kody do klatek schodowych, ruszyła na pomoc. Pobiegła na czwarte piętro, po drodze alarmując wszystkich lokatorów. Wspólnie z jednym z mieszkańców udało się podjąć interwencję i uratować starszą panią z pożaru. Kobieta została wyprowadzona z łazienki, udało się także uratować jej psa. Widziałem nagrania z tego pożaru, zarejestrowane bodajże czterema telefonami komórkowymi. Ludzie stali przed klatką i nagrywali, natomiast nikt właściwie nie pomagał.
Te słowa pokazują najbardziej poruszający obraz tej historii. Z jednej strony płonące mieszkanie i seniorka czekająca na ratunek. Z drugiej — ludzie stojący przed blokiem z telefonami w rękach. I pani Kamila, która zamiast nagrywać, pobiegła tam, skąd inni uciekali.
Listonoszka przyznaje, że nigdy wcześniej nie przeżyła podobnej sytuacji. Był strach, był dym, była niepewność. Ale w tamtym momencie najważniejsza była jedna myśl: trzeba pomóc.
– To była moja pierwsza taka sytuacja. Było ciężko. Jestem osobą, która reaguje impulsywnie i wtedy po prostu pojawiła się pierwsza myśl: muszę pomóc tej pani. I tak właśnie zareagowałam. Mąż był ze mnie dumny. Starszy syn powiedział: „Mamo, ale co by było, gdyby tobie coś się stało?”. Odpowiedziałam mu: „Synku, nie wiem. Wtedy naprawdę o tym nie myślałam”. Była tylko jedna myśl – muszę pomóc tej osobie. A młodszy syn powiedział: „Dobrze, mamo, zrobiłaś”
Z ogniem walczyło kilka zastępów straży pożarnej. 94-letnia seniorka nadal przebywa w szpitalu. Bohaterska listonoszka została doceniona przez Pocztę Polską. Pani Kamila otrzymała nagrodę finansową. Ale w tej historii najważniejsze jest coś więcej niż wyróżnienie. To odwaga człowieka, który w dramatycznej chwili nie pomyślał o sobie, tylko o tym, że za drzwiami płonącego mieszkania ktoś potrzebuje pomocy.
Foto: Janusz Merz/Twoje Radio