Opozycja obwinia minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę o pogłębienie kryzysu finansowego w ochronie zdrowia. Szefowa MZ przekonuje, że uporządkowanie systemu jest konieczne i służy temu, by pieniądze w pierwszej kolejności przekładały się na szybszą i skuteczniejszą diagnostykę.
W czwartek Sejm ma rozpatrzeć wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, który złożyli m.in. posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Według opozycji obecna szefowa MZ „ponosi pełną odpowiedzialność za pogłębienie kryzysu finansowego w ochronie zdrowia, chaotycznie wprowadzane zmiany w szpitalnictwie i niezrealizowanie postawionych celów”.
Sobierańska-Grenda, menadżerka i prawniczka z Pomorza, kieruje resortem zdrowia od lipca 2025 r. Zastąpiła na tym stanowisku Izabelę Leszczynę. Ogłaszając zmianę, premier Donald Tusk podkreślił idące za nią odpolitycznienie ministerstwa. – W najbliższych dniach resort przejdzie w ręce wyłącznie fachowców od zarządzania całym systemem ochrony zdrowia – zapowiedział.
Niedługo po wejściu do gmachu przy ul. Miodowej w Warszawie (siedziba MZ) Sobierańska-Grenda odwołała większość dotychczasowych wiceministrów, pozostawiając jedynie z grona zastępców Izabeli Leszczyny Katarzynę Kacperczyk – urzędniczkę cenioną w branży zdrowotnej za kompetencje. Do współpracy zaprosiła wieloletniego szefa Instytutu Matki i Dziecka Tomasza Maciejewskiego oraz specjalistkę zdrowia publicznego Katarzynę Kęcką.
Miesiąc po objęciu stanowiska powiedziała Polskiej Agencji Prasowej, że zależy jej na tym, by ochrona zdrowia została wyjęta spoza najostrzejszego politycznego sporu. – Mam nadzieję, że będę w stanie wraz ze współpracownikami stworzyć platformę do otwartej rozmowy o zdrowiu, oczywiście w połączeniu z rozwiązywaniem problemów. System jest poplątany i chaotyczny, a pacjent w nim zagubiony – powiedziała.
Jako priorytety wskazała kontynuację reformy szpitalnictwa, którą przygotowała jej poprzedniczka. Przyjęta w połowie ub. roku ustawa daje szpitalom możliwość konsolidacji, na co decydują się obecnie pierwsze samorządy, a jak powiedziała w najnowszym wywiadzie dla PAP szefowa MZ, w sumie w całym kraju planowanych jest ok. 80 procesów reorganizacyjnych.
Jednocześnie zarządzający szpitalami powiatowymi alarmują, że ich sytuacja finansowa jest coraz trudniejsza – według Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP) przynajmniej 40 szpitali powiatowych jest zagrożonych upadłością.
Ministerstwo Zdrowia uważa, że sytuację finansową szpitali poprawi właśnie konsolidacja, przeprofilowanie oddziałów szpitalnych i dostosowanie systemu do potrzeb wynikających z demografii, m.in. starzejącego się społeczeństwa. W ocenie Sobierańskiej-Grendy, o czym powiedziała PAP, sytuacja finansowa wielu z tych szpitali nie jest efektem ostatnich miesięcy, ale kilku lat. – W związku z tym należałoby skierować pytania do poszczególnych nadzorów właścicielskich i dyrektorów szpitali, jaka jest przyczyna tej sytuacji. My oczywiście wprowadzamy szereg narzędzi, które powinny menedżerom dać możliwości podniesienia efektywności pracy szpitali. Mam nadzieję, że szpitale z nich skorzystają – stwierdziła w udzielonym w kwietniu wywiadzie.
We wrześniu ub.roku szefowa MZ zapytana, czy system ochrony zdrowia bankrutuje, odpowiedziała: – Bez przesady, dajmy jej szansę, choć oczywiście jest dużo do zrobienia.
Pod koniec 2025 r. ujawniono korespondencję Ministerstwa Zdrowia wysłaną do Ministerstwa Finansów, do której dotarła także PAP. Dotyczyła ona planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia na 2025 r. i na rok 2026, którego minister finansów nie zatwierdził. Resort zdrowia przedstawił w piśmie do MF datowanym na 29 października propozycje obniżenia kosztów NFZ. Zakładały one oszczędności w NFZ na blisko 10,4 mld zł w 2026 r. i blisko 213 mln zł jeszcze w roku 2025.
Największe cięcia miały dotyczyć limitów w poradniach specjalistycznych, zmian w wynagrodzeniach oraz taryfikacji świadczeń, ale także darmowych leków dla dzieci i seniorów (oszczędności na poziomie 1,5 mld zł). Po ujawnieniu tych informacji resort tłumaczył, że są to wstępne analizy, a decyzje jeszcze nie zapadły.
Ale w 2026 r. Ministerstwo Zdrowia i NFZ (jego tegoroczny budżet to w sumie 221 mld zł, a według ostatnich szacunków resortu zdrowia tegoroczna luka finansowa wyniesie ok. 18 mld zł) zaczęły wdrażać zmiany.
Budzącą emocje wśród pacjentów i lekarzy jest wprowadzona 1 kwietnia zmiana finansowania badań obrazowych. NFZ płaci obecnie 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię, a 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonane ponad limit określony w kontrakcie. Przed zmianą badania te były finansowane w 100 procentach. Wprowadzenie tzw. stawek degresywnych ma przynieść w 2026 r. 625 mln zł oszczędności. Nowe zasady nie dotyczą świadczeń dla dzieci i młodzieży do 18. roku życia, pacjentów onkologicznych.
Ministerstwo Zdrowia wyjaśniło decyzję m.in. wynikiem audytu, który wykazał, że do tej pory system często premiował liczbę badań, a nie ich jakość. W efekcie dochodziło do powtarzania badań w krótkim czasie, braku uzasadnienia medycznego dla niektórych procedur oraz niepotrzebnych wizyt i obciążenia pacjentów. Jednocześnie z danych NFZ wynika, że w ciągu czterech lat – od 2021 r. do 2025 r. – średni koszt tomografii komputerowej wzrósł o 64 proc., rezonansu magnetycznego o 58 proc., kolonoskopii o 82 proc., a gastroskopii o 133 proc.
Eksperci ostrzegają jednak, że cięcia w finansowaniu diagnostyki opóźnią rozpoznawanie chorób. – Lekarze będą musieli decydować o leczeniu bez ostatecznej diagnozy – powiedziała PAP prezes Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego prof. Katarzyna Karmelita-Katulska.
Szefowa MZ tłumaczy, że uporządkowanie systemu jest konieczne. – Musimy wyciągać wnioski z tego, co zadziało się w systemie. Nie możemy bezkrytycznie podchodzić do sytuacji, w której od 2021 roku czterokrotnie wzrosło finasowanie świadczeń. Musimy tak uporządkować finansowanie, aby pieniądze w pierwszej kolejności przekładały się na szybszą i bardziej skuteczną diagnostykę pacjentów, zwłaszcza tych w najpilniejszej potrzebie – powiedziała na początku kwietnia PAP.
Zdaniem Sobierańskiej-Grendy złożony przez opozycję wniosek o wotum może być pretekstem do porozmawiania o aktualnym stanie systemu i rozwiązaniach na przyszłość. – Na pewno to sygnał, że trzeba przekonywać Polaków do tego, że potrzebujemy takiej otwartej rozmowy niezależnie od tego, kto na stanowisku ministra zdrowia będzie – powiedziała PAP.
Zaznaczyła, że wierzy w przekonanie do swoich działań społeczeństwa. – Przede wszystkim potrzebna jest właśnie rzetelna rozmowa. Być może ta rozmowa o faktach, a nie rozmowa populistyczna powoduje, że niektóre rzeczy są po prostu dopiero wyraźnie słyszalne – stwierdziła. (PAP)