Oblodzone chodniki, strach przed upadkiem i mieszkańcy zmuszeni do chodzenia jezdnią. W Stargardzie narasta złość, bo problem ślizgawicy trwa od dni, a reakcja służb – zdaniem wielu – jest spóźniona i niewystarczająca.
Śliskie jak lustro chodniki w centrum Stargardu od kilkunastu dni są zmorą mieszkańców. Najtrudniejsza sytuacja panuje na Starówce, gdzie oblodzona nawierzchnia praktycznie uniemożliwia bezpieczne poruszanie się pieszym.
Coraz częściej mieszkańcy wybierają chodzenie środkiem jezdni, bo to jedyna możliwość, by nie upaść. Szczególnie widoczne jest to na ulicy Łokietka, gdzie piesi masowo rezygnują z chodników.
Głos w sprawie zabrała Monika Kirschenstein, radna Rady Miasta w Stargardzie, która sama na co dzień zmaga się z oblodzonymi ciągami pieszymi.
– Mieszkam obecnie w centrum miasta. Wyjść z domu musiałam, bo mam psa. Po chodnikach nie da się chodzić. Nogi się rozjeżdżają, łapy się rozjeżdżają. Jest dramat – mówi radna.
Jak podkreśla, problemem nie jest sama zima, lecz opieszałość działań służb miejskich. Jej zdaniem miasto miało wystarczająco dużo czasu, by przygotować się na takie warunki, bo zima trwa już od świąt.
– Starówka to jest jedno wielkie lodowisko i nie widać ani służb, ani pracowników, którzy powinni się tym zajmować. Jest posypany piasek, ale na nim powstała nowa warstwa lodu i nie da się przejść – zaznacza.
Radna zwraca uwagę, że działania są podejmowane zbyt późno i mają charakter doraźny, zamiast systemowy. Według niej służby powinny być w stałej gotowości i reagować codziennie, zanim chodniki zamienią się w niebezpieczne pułapki.
– Służby muszą być na drogach każdego dnia. Chodzi o bezpieczeństwo mieszkańców, szczególnie osób starszych, które nie mogą po prostu zostać w domu – podkreśla.
Problem dotyka również tych, którzy nie mają wyboru i muszą wyjść do pracy, lekarza czy z psem. Brak szybkiej reakcji sprawia, że ryzyko upadków i urazów rośnie z każdą godziną utrzymujących się niskich temperatur.
– Wszyscy chodzą środkiem ulicy. Można się już do tego u nas przyzwyczaić, że gdy przychodzi zima, miasto sobie nie radzi – podsumowuje radna.
Mieszkańcy oczekują zdecydowanych działań, a nie spóźnionych reakcji. Każdy kolejny dzień opieszałości służb to realne zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa pieszych.
Foto: Monika Kirschenstein