Dla wielu pacjentów dojazd do szpitala na Pomorzanach oznacza nie tylko stres związany z badaniem czy zabiegiem. Często dochodzi do tego długie krążenie po okolicznych ulicach i nerwowe szukanie choćby kawałka wolnego miejsca. Miasto zapowiada, że sytuacja ma się poprawić.
W rejonie szpitala na szczecińskich Pomorzanach znalezienie wolnego parkingu od dawna graniczy z cudem. Samochody zajmują miejsca przy ul. Starkiewicza, Grudziądzkiej, św. Józefa i w sąsiednich uliczkach. Najgorzej jest rano, gdy do placówki przyjeżdżają pracownicy, pacjenci poradni oraz osoby odwiedzające chorych. Mieszkańcy mówią wprost o chronicznym braku miejsc i codziennej walce kierowców.
Teraz Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego ogłosił przetarg na budowę nowych stanowisk przy ul. Starkiewicza. Powstaną tam 53 zwykłe miejsca postojowe oraz trzy szersze stanowiska przeznaczone dla osób z niepełnosprawnościami. Parkingowe zatoki zostaną wybudowane po obu stronach ulicy, na odcinku między al. Powstańców Wielkopolskich a ul. Grudziądzką.
Samochody będą parkować prostopadle do jezdni. Standardowe stanowiska mają mieć 2,5 metra szerokości, a miejsca dla osób z niepełnosprawnościami 3,6 metra. Przy okazji przebudowane zostaną chodniki, a część terenu na działce parkowej zostanie utwardzona.
Nowe miejsca nie rozwiążą wszystkich problemów, ale mogą przynieść wyraźną ulgę. Skala potrzeb jest duża, bo sam szpital dysponuje ograniczoną liczbą miejsc przeznaczonych dla pacjentów. Z regulaminu parkingowego placówki wynika, że na wskazanym terenie są 23 stanowiska dla pacjentów, 72 dla pracowników, trzy dla osób z niepełnosprawnościami oraz dwa przy ładowarkach samochodów elektrycznych.
Od początku 2025 r. postój na terenie szpitala dłuższy niż 15 minut jest płatny. Każda rozpoczęta godzina kosztuje 6 zł. Darmowy kwadrans ma wystarczyć na dowiezienie lub odebranie chorego, ale osoby przyjeżdżające na badania, konsultacje albo odwiedziny muszą liczyć się z opłatą.
To właśnie dlatego kierowcy często próbują zostawiać auta poza terenem placówki. Problem szybko przenosi się wtedy na ulice i bezpośrednio pod okna mieszkańców. Rano miejsca są zajmowane w pierwszej kolejności przez pracowników, a później pacjenci mają problem, by zdążyć na umówioną wizytę.