Sprawa 70-letniej kierującej ze Stargardu wywołuje coraz więcej pytań. Seniorka za naruszenie dwóch zakazów podczas jednego manewru została ukarana mandatami na łączną kwotę 10 tys. zł. Rodzina domaga się ich uchylenia, a komendant policji sprawdza postępowanie funkcjonariuszy.
Wieczorna pomyłka na skrzyżowaniu zakończyła się karą w wysokości 10 tys. zł. Tyle ma zapłacić 70-letnia mieszkanka Stargardu, która podczas jednego manewru swoją Skodą zignorowała zakaz skrętu, a następnie wjechała pod prąd w ulicę Wojska Polskiego.
Do zdarzenia doszło 5 sierpnia około godziny 22. Seniorka wyjeżdżała swoją skodą z ulicy Konopnickiej. Jej nieprawidłowy manewr zauważyli znajdujący się w pobliżu policjanci.
Funkcjonariusze potraktowali naruszenie dwóch znaków jako dwa oddzielne wykroczenia. Za każde wystawili mandat w maksymalnej wysokości 5 tys. zł. Kobieta przyjęła oba blankiety.
„Cała kontrola, z tego, co mama mi opowiedziała i cały czas powtarza, przebiegała spokojnie i sprawnie, choć oczywiście była dla niej bardzo stresująca. Mama najpierw usłyszała kwotę 500 złotych. Później była mowa o najniższym wymiarze kary i widełkach. Być może policjanci powiedzieli, że sięgają one 5 tysięcy złotych, ale mama usłyszała właśnie 500 złotych. Powiedziała, że przyjmuje mandaty, a policjanci poszli je wypisać. Kiedy wrócili z blankietami, mama była przekonana, że skoro wcześniej zgodziła się je przyjąć, nie może już zmienić zdania. Wszystko odbywało się w ogromnym stresie” – relacjonuje córka seniorki
Z wypowiedzi córki wynika, że seniorka mogła początkowo nie zdawać sobie sprawy, iż każdy z mandatów zostanie wystawiony na 5 tys. zł. Nie wiadomo jednak, jak dokładnie funkcjonariusze przedstawili jej wysokość kar i czy przed podpisaniem blankietów ponownie poinformowali ją o prawie do odmowy ich przyjęcia.
Dwa dni po zdarzeniu policjant nadzorujący pracę funkcjonariuszy zweryfikował wystawione mandaty. Stargardzka komenda potwierdziła, że w obu przypadkach zastosowano maksymalną dopuszczalną karę.
Policja podkreśla jednocześnie, że nakładanie tak wysokich mandatów nie jest standardową ani powszechną praktyką. Funkcjonariusze mają każdorazowo oceniać okoliczności wykroczenia, a nie automatycznie wybierać najwyższą możliwą stawkę.
W tym przypadku maksymalnymi karami objęto dwa wykroczenia popełnione podczas jednego manewru. To właśnie sposób zakwalifikowania zdarzenia oraz wysokość grzywien budzą największe wątpliwości rodziny.
Rodzina 70-latki złożyła w sądzie wniosek o uchylenie obu mandatów. Równocześnie do komendanta powiatowego policji w Stargardzie wpłynął wniosek o sprawdzenie prawidłowości działań funkcjonariuszy.
Komendant wszczął czynności wyjaśniające. Policja ma 30 dni na zbadanie okoliczności interwencji. Dopiero po zakończeniu postępowania komenda ma przedstawić pełne stanowisko.
Do rozstrzygnięcia pozostaje, czy nałożenie dwóch maksymalnych mandatów było adekwatne do charakteru wykroczeń i zagrożenia stworzonego przez kierującą. Nie wiadomo również, czy postępowanie komendanta obejmie wyłącznie wysokość kar, czy także całą procedurę kontroli – w tym sposób poinformowania seniorki o kwotach i możliwości odmowy przyjęcia mandatów.
Nie ma również informacji, czy policjant miał włączoną kamerę nasobną i czy nagranie zostało zabezpieczone. Taki materiał mógłby pomóc w ocenie prawidłowości interwencji i wyjaśnić, co dokładnie 70-latka usłyszała przed podpisaniem mandatów.
Foto: Stoją Stargard